Żłobek Skrzaty Skórzewo

Witam, mógłby ktoś podzielić się doświadczeniem odnośnie oddziału żłobkowego w przedszkolu Skrzaty w Skórzewie? Cena atrakcyjna, ale czy przekłada się to na jakość i podejście do dzieci?

Syn chodził tam niecały rok.

Syn chodził tam niecały rok. Ja nie byłam zadowolona. Panie zmieniały się dość często. Odchodziły w niemiłej atmosferze, narzekając na warunki. Angielski jaki słyszałam to bye bye na pożegnanie. Ale nie wiem jak to było w starszych grupach. Raz wpadłam na rozdawane śniadanie to był to biały chleb ledwo mazniety dżemem ( inny był opis w menu) obiady wyglądały ok. I jeszcze wielki minus każdy mógł wejść do przedszkola, samemu można było otworzyć drzwi obok, których przechodziły dzieci do toalety.

Przedszkole

Mam tam teraz drugie dziecko. Zgadzam się z Op.
Z obserwacji kilku lat:
Minusem jest duża rotacja, często też brak odpowiednich kwalifikacji Pań, obiecywany angielski w praktyce rzeczywiście raczej nie istnieje, brak rzetelnych inf.od dyrektorki, ubogie dodatkowe zajęcia, mały ogródek, mało inicjatyw.
Plusem jest kameralność przedszkola, kilka naprawdę cudownych zaangażowanych Pań, małe grupy, moja córka ma też fajną zgraną grupę ... ale czy posłałabym tam jeszcze raz dziecko? Nie wiem...

Skrzaty Skórzewo

Moja córka, już ponad rok chodzi do Skrzatów do najmłodszej grupy. Liczy do 10 po angielsku i w ostani weekend brała udział w przedstawieniu z okazji dnia matki. Wyżywienie w mojej ocenie jest dobre. Jak chce więcej zjeść to dostanie dodatkową porcje, a jak nie lubi czegoś to Pani w kuchni jest na to przygotowana. Dużą zaletą jest to, że jedzenie jest przygotowywanie na miejscu, a nie przywożone w styropianowych pojemnikach z wydzielonymi porcjami. Panie są zaangażowane. Pomagają odpieluchowywać. Ogródek z piaskownicą jest mały, ale obok jest park do którego dzieci chodzą na spacery. Córka wraca zadowolona i nie było sytuacji, że nie chciałaby iść do żłobka.

Skrzaty

Posylalam rok temu. Dla mnie na początku to też był plus że jedzenie jest na miejscu. Z perspektywy uważam już zupełnie inaczej. Syn (12mies) nie mógł jeść mleka w czystej postaci. Rozmawiałam z Panią Dyrektor na ten temat jeszcze przed zapisaniem i powiedziała że nie ma problemu - w efekcie dostawał suche płatki czekoladowe ("bo jak dzieci nie chcą mleka to jedzą suche platki"). Po zwróceniu uwagi, że może dostawalby po prostu chleb z szynką/serem - Pani powiedziała że nie ma takiej możliwości, skończyło się tym że młodemu dawałam jogurt na śniadanie do żłobka. W menu sałatka z majonezem (?!) - 3 latkowi bym tego nie dała A co dopiero roczniakowi. Dzieci nie dostają więcej porcji bo kuchnia jest na miejscu - Panie gotują tyle ile jest dzieci - to żywienie grupowe - nie gotuje się na zapas. Od innej mamy usłyszałam że widziała jak paluszek rybny był dzielony na dwójkę dzieci. Syn dojadal w domu. Kwestie żywieniowe to jedno. Czara goryczy się rozlala jak usłyszałam że opiekunka przytrzymuje syna na leżaku żeby spał i tak ryczał 30-40min... czy to jest w porządku? Niech każdy rodzic sam sobie odpowie. Ciocie się często zmieniają, a gdy w jednej grupie jest więcej w drugiej mniej, przekazują sobie dzieci pomiędzy salami. W efekcie nawet jeśli jest opiekunka dziecka ląduje ono z innymi dziećmi i innä ciocią. I te wiecznie drzwi otwarte. Na prawdę niewiele potrzeba żeby ktoś z ulicy wszedł i zagadal dziecko idące do łazienki, już nie mówiąc o tym że dziecko po prostu samo może wyjść. Plus za własny ogródek i że maluchy mają wydzielony ogródek. To tyle. Szybko dziecko zabrałam.

Dodaj komentarz

CAPTCHA obrazkowa
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.